Pograłem trochę w tego nowego…

Pograłem trochę w tego nowego Asasyna i muszę przyznać, że póki co jestem miło zaskoczony. Nie oglądałem za bardzo gameplayów i za wiele o nim nie czytałem. Spodziewałem się tego samego, co w Origins, tyle że w Grecji, a tu miła niespodzianka. Oczywiście wiele rzeczy jest takich samych, ale to dobrze. Za to np. zmiana systemu walki i układu klawiszy trochę na początku zdezorientowała, ale to kwestia przyzwyczajenia. Sam gameplay jest jakiś taki wyraźnie przyjemniejszy, niż w Origins, sam nie wiem dokładnie dlaczego. Gra sprawia wrażenie bardziej dopieszczonej, jest sporo kosmetycznych zmian dających razem w połączeniu wyraźnie pozytywny efekt. Nawet taka pierdoła jak inny, przyjemniejszy dźwięk odkrywania lootu za pomocą skilla, daje swoją cegiełkę do lepszego odbioru gry.

O ile Origins był liniowy, tak tutaj mamy niby możliwość wyboru, która ma niby wpłynąć na wydarzenia. Ile w tym prawdy – okaże się w przyszłości. Samo to, że można wybrać jedną z dwóch grywalnych postaci, to już coś, choć o tym wiedziałem od dawna.

Grałem ponad 2h i biorąc pod uwagę to, że jak szybko ta gra powstała, jestem pod wrażeniem. Wydawałoby się, że jeszcze niedawno Ubisoft pytał w ankiecie, w jakim miejscu i epoce gracze chcieli by, aby nowa część się rozgrywała. Grecja wtedy chyba zdobyła najwięcej głosów, a na pewno był to jeden z czołowych wyników. Jeszcze kilka miesięcy temu mieliśmy ledwo „wycieki” screenów etc. A teraz gra jest już gotowa, zaledwie rok po poprzedniej części. Choć w 2019 ma być przerwa w wydawaniu gier z tej serii.

Pomijam tutaj kwestię tego, czy gra jest warta pieniędzy, tym bardziej że sam kupiłem ją dużo, dużo taniej, niż oficjalna cena w polskiej dystrybucji. Ale muszę w tym miejscu zjebać konkretnie Ubisoft, ale dotyczy to już chyba każdego większego producenta gier – dymanie ludzi na hajs. Powiedzmy, że ktoś kupuje wersję Ultimate kosztującą majątek, a i tak proponuje się mu od chuja dodatków, skórek, broni, przyspieszaczy za kolejne setki PLN-ów… To jest zwyczajne kurewstwo i nie powinno mieć miejsca.

W Origins stuknęła mi setka godzin rozgrywki… a nie uważam tej gry za rewelacyjną. Fabularnie wręcz nudną, questowo czasem mega irytującą (nierówny poziom), z kilkoma zupełnie zbędnymi elementami, jak np. te wyścigi rydwanów. Nadal nie skończyłem drugiego dodatku, bo odkąd chciałem rozwalić pada przez bitwę z jednym bossem jakoś nie miałem chęci do tego tytułu wracać. Ale samo DLC też mnie wtedy pozytywnie zaskoczyło, dało w końcu jakiś dreszczyk emocji (w sumie bardziej jego grywalna zapowiedź je wywołała). Podstawową wersję mam na 100%, jak i wbite w niej wszystkie osiągnięcia. A dlaczego w ogóle tyle w nią grałem? Sam nie wiem, widocznie po prostu jest to przyjemna, bezmyślna rozgrywka, którą można uskuteczniać długimi godzinami bez żadnej rozkminy.

W Odyssey rozgrywka wydaje się być jeszcze przyjemniejsza, a czy również bezmyślna? Obawiam się, że tak, może w nieco mniejszym stopniu, bo widać że jeszcze większą „inspirację” Wiedźminem 3… Wszystko się jeszcze okaże.

#assassinscreed #pcmasterrace #ps4 #xboxone